poniedziałek, 25 lutego 2013

Szampony Hesh - Neem, Shikakai, Amla - suche rozczarowanie.

Nazwy naturalnych składników - ziół, witamin, owoców - na opakowaniach z kosmetykami - zachęcają nas do kupna; Zakładamy, że skoro napis głosi "z ekstraktem z granatu", "z olejem arganowym", "z kwasem hialuronowym" - to będzie to kosmetyk LEPSZY, niż wszystkie przeciętniaki stojące obok. Niestety - jeśli same nie wzbogacimy gotowca półproduktem kosmetycznym, czy nie wyczarujemy czegoś od zera w domowym zaciszu - marne są szanse, że z głośno reklamowanym kosmetykiem dostarczymy skórze czegoś naprawdę wartościowego; Rzecz ma się inaczej, kiedy umiemy już odczytywać listę składników - wiemy, że kiedy składnik x jest na szarym końcu to tak, jakby go nie było... Mimo tego, że (prawie) zawsze czytam, co zawiera dany kosmetyk - szampony Hesh kupiłam - bo naiwnie założyłam, że zakupów w sklepie z ajurwedyjskimi produktami nie będę żałować.

Kupiłam trzy szampony - Hesh Neem, Shikakai i Amla.

Planowałam, by opisać tu składniki, które jednocześnie są nazwą szamponów - niestety - szkoda, żeby tak atrakcyjne komponenty występowały w poście pełnym zawodu. Olej z Miodli Indyjskiej, czyli Neem opiszę wkrótce - z przyjemnością stosuję go ja i moje czworonogi.

Szampon Amla. Na stronie sklepu Helfy czytamy "Starożytna receptura szamponu z ekstraktem z amli (agrest indyjski) sprawia, że włosy stają się mocne i odżywione od cebulek, aż po końce.
Amla znana jest ze swoich właściwości przeciwłupieżowych i zapobiegających przedwczesnemu siwieniu. Delikatnie przyciemnia i ożywia kolor włosów."


Szampon o przyjemnym, ziołowym zapachu, ciemnym kolorze, jest dość gęsty i "glutowaty". Niestety w ciągu kilku tygodni tygodni stosowania nie zauważyłam niczego, co byłoby wystarczającym wynagrodzeniem dużych problemów z rozczesywaniem; Nie zauważyłam zwiększonego wzrostu włosów, wzmocnienia, przyciemnienia... Doskonale widać było, że włosy są sianowate, matowe, wysuszone - po prostu brzydkie...Łupieżu nie mam...przepraszam-nie miałam, ale o tym za chwilę.

Zamiast pozostałe szampony odstawić, oddać... nie poddałam się i postanowiłam wypróbować Shikakai - Neem zostawiając na koniec.


Szampon Shikakai. Opis ze sklepu Helfy "Łagodny szampon z ekstraktem Shikakai delikatnie myje włosy nie naruszając bariery lipidowej skóry. Włosy stają się nawilżone, odżywione, dobrze się rozczesują i układają. pomaga utrzymać równowagę biochemiczną skóry głowy. Niezwykle skutecznie usuwa łupież i zapobiega jego powstawaniu."

Mój opis wygląda następująco "Szampon. Wysusza włosy, które za nic w świecie nie poddadzą się Waszym grzebieniom i szczotkom; Wspaniale wysusza włosy dodając im sianowatego wyglądu". 

Zaliczyłam rozczarowanie numer dwa i jakby mi było mało zaczęłam używać wersji z Neem. 

Szampon Neem "Unikalna receptura tego szamponu zawierającego ekstrakt z neem sprawia, że włosy są zdrowe aż po same końce. Składniki kondycjonujące zawarte w szamponie sprawiają, że włosy stają się bardziej miękkie i lśniące. Niezwykle skutecznie usuwa łupież, zapobiega też jego powstawaniu".   
Tyle ze strony sklepu - moje włosy były coraz bardziej wysuszone; Nie mogłam już używać suszarki, bo po jej użyciu wyglądałam jak strach na wróble rażony piorunem; Włosy zaczęły się przetłuszczać i...pojawił się łupież. Żałuję, że byłam tak uparta :) 

Do akcji ratowniczej wkracza The Body Shop - Rainforest Shine z olejem z oliwek. 
Liczę na to, że sobie poradzi! 


Włosów nie farbuję od kilku lat, są zdrowe, jest  ich dużo - szampony Hesh niestety pogorszyły ich kondycję;
Zastanawiam się, czy o totalny przesusz mogę obwiniać nieszczęsny SLS (sodium laureth sulfate) - który występuje we wszystkich omawianych dziś szamponach?



piątek, 22 lutego 2013

Wersja zimowa karolowej kosmetyczki

 

Słownik języka polskiego kosmetyczkę opisuje, jako małą torebkę do przechowywania kosmetyków.

Nie mam małych kosmetyczek-wszystkie wypchane do granic możliwości ze stękającymi i pękającymi zamkami; Na miano kosmetyczki zasługują również miniaturowe toaletki, których szuflady kryją dowody mojego mineralnego uzależnienia. Mam też kosmetyczne archiwum X - piękne, metalowe, amerykańskie pudło po ciastkach - wystylizowane na lata 60. W archiwum X znika wszystko, co oczy zobaczyły, Karolina kupiła i... pożałowała zakupu; Co pewien czas zarządzam porządki w archiwum i wyprowadzam z niego nieszczęsne ofiary własnej głupoty - najczęściej wędrują na bazarek forum dogomania.

Główne kosmetyczki mam dwie; Pierwsza zawiera wszystko, dzięki czemu można byłoby bez wstydu się prezentować, gdybym na przykład została porwana, czy wywieziona w miejsce nieprzyjazne, ale nie bezludne. Druga zostaje w domu - trzymam w niej to, czego używam codziennie i co nie mieści się w pierwszej kosmetyczce...


Każda kobieta aktualizuje swoją kosmetyczkę kilka razy w roku. 

PO OSTATNIEJ AKTUALIZACJI W MOJEJ KOSMETYCZCE ZIMUJĄ  


Pędzle Everyday Minerals, Sunshade Minerals i samotnik Lumiere.


Prezentowane na zdjęciu są niekwestionowanymi zwycięzcami pośród tony pędzli, które kupiłam w mineralnym widzie.
Między pędzlami Everyday Minerals, a Sunshade Minerals nie dostrzegłam różnic - wydaje się, że wyszły z tej samej fabryki - a jedyną odmianą są napisy na trzonkach.

 Kremy BB - Elemong Intensive Blemish Balm, Missha Perfect Cover BB Cream i Skin79 Vip Gold Collection Super+ BB. 







W kilku słowach.
Elemong - bardzo dobrze kryjący, nie podkreśla suchych partii, widocznie pielęgnuje, bardzo jasny - wymaga zastosowania pudru, bronzera lub różu, by nie wyglądać niezdrowo.

Missha Perfect Cover BB Cream - słabe krycie, bardzo naturalny efekt, nawilża, przy dokładnym  demakijażu nie zapycha, może podkreślać suche partie - szczególnie jeśli jesteście w trakcie zabiegów kwasami.

Skin79 Vip Gold Collection Super+BB - po aplikacji skóra wygląda bardzo dobrze, jest przeznaczony dla osób o suchej i mieszanej cerze; Posiadaczkom cery suchej proponuję zastosowanie kremu pielęgnacyjnego pod Skin79 Vip Gold; Kryje mocniej niż Missha, mniej niż Elemong; Wygładza, nie uczula, nawilża. W duecie z mineralnym podkładem lub pudrem staje się ideałem.

Everyday Minerals Naural Reflection Light Finishing Powder



Świetny, jako kosmetyk kończący makijaż - wygładza, nie wałkuje się, nie tworzy maski, nie jest ciężki-mnie nie zapchał; Niestety mimo tego, że jest wydajny - nie wytrzymuje na twarzy bez poprawek - wymaga kilku aplikacji w ciągu dnia.


Cover Girl TruBlend Loose Powder with minerals - 410 Transculent Light



Wydobyty z kosmetycznego archiwum X; Puszek do aplikacji zasługuje na miejsce w koszu na śmieci. Puder jest lekki,  doskonale wygładza, matuje, utrzymuje się długo; Zawarte w kosmetyku drobinki rozświetlają skórę; Można stosować na dekolt i ramiona. TruBlend używam zamiast bronzera i na powieki - daje bardzo naturalne wykończenie.

Physicians Formula Mineral Wear Powder - Talc Free Bronzer


Jeden z moich amerykańskich ulubieńców, o których możecie przeczytać TU 

 Wspaniały, trwały, wydajny! Wadą jest pędzel, który ukrywa się w pudełku - ostry, jak żyletka - powinien dołączyć do puszku z powyżej opisywanego pudru;

Podkłady mineralne Lumiere i Rozświetlacz Lumiere Silk Radiance Island Sands



Moja ulubiona formuła - Cashmere - kremowa konsystencja, średnie i lekkie krycie i trwałe, matowe wykończenie.

Formuła Flawless Face jest cięższa i wymaga większej wprawy przy aplikacji - jeśli nałożymy go zbyt dużo może podkreślać suche partie i dawać efekt "ciasta".
Rozświetlacze Lumiere lubię za ich bezproblemowość - piękne kolory, efekt wygładzenia, doskonałe -bo nie ordynarne rozświetlenie. To kosmetyki mniej napigmentowane i dzięki temu łatwe w aplikacji.
Więcej o Lumiere TU

Meow Purrr-fect Cover Concealer - korektor mineralny



Napisy na opakowaniu starły się, a ja nie pamiętam dokładnie jaki to kolor - szepczą do mnie co prawda skrawki wspomnień z czasów zbiorowych zamówień mineralnych na Wizazu i jeśli ich wysłuchać to jest to Frisky 2-Light Chartreux.
Meow to moja mineralna miłość, więc będą same zachwyty - kremowa konsystencja ułatwia aplikację korektora, który jest bardzo trwały i współgra z podkładem; D O S K O N A L E kryje; Radzi sobie z pokwasowymi wypadkami, niemiłymi niespodziankami zarządzanymi hormonalnie, a pęknięte naczynka unieszkodliwia w mig :)
Więcej o Meow TU 

 Everyday Minerals - cień do oczu Pearl Eyes Smokey Pink i Rozświetlacze - Lucent Powers - Viki's radiant Creation i Natural





Lucy Minerals - cienie Hot chocolate i Vanilla


Wspaniale kremowe i zaskakująco wydajne cienie. Podczas aplikacji odłóżcie na bok swoje przyzwyczajenia - tych cieni należy użyć naprawdę odrobinę -  w przeciwnym razie obciążą powiekę i po kilku godzinach będą wyglądać, jakby były zważone. Nałożone prawidłowo - nawet bez bazy - utrzymują się na skórze cały dzień, nie zbierając się w załamaniach powiek.


Matowy cień do powiek - Lumiere Eye Pigments Peaches&Cream
 

 
 Kolejny matowy - kremowy cień, który mogę polecić; Cienie Lumiere nie osypują się, mają piękne kolory - nie są jednak tak trwałe, jak Lucy Minerals.



 Cienie Everyday Minerals Pearl Eyes - Butterfly Kisses i Marvel Denim Universe

Nie przepadam za perłowymi cieniami - kupiłam je dlatego, że spodobały mi się kolory; Po wypróbowaniu okazało się, że mimo drobinek dobrze się prezentują. Nie lubię cieni Everyday Minerals za nieszczelne opakowania; Jeśli ściągnąć całą folię ochronną - przy najmniejszym ruchu cienie wysypują się z opakowania... szkoda.

 

Trudno ocenić mi różnice pomiędzy kolorem nakładanym bez bazy i na bazę - na powieki nakładam tylko podkład mineralny :) Spotkałam się z opiniami, że bazy wydobywają kolor tych cieni.


 Everyday Minerals shimmer eyes - Flora


Fantazyjne opakowanie - z tego nic się nie wydostaje :) Kolor bardzo delikatny, trwałość średnia, po kilku godzinach wymaga poprawki; Właśnie zdałam sobie sprawę, iż brak trwałości może być spowodowany brakiem bazy... hmm...




OCZY
Moja NIEZASTĄPIONA i naj... naj... najwspanialsza od lat kredka do oczu The Body Shop Eye definer - Taupe. Niestety nie wiedzieć czemu w Polsce została wycofana... i NIKT nie potrafi odpowiedzieć dlaczego... U zachodnich sąsiadów jest, w Belgii jest, w Holandii jest, w Stanach jest. Pisałam kilka razy na profilu FB The Body Shop - pytania nikt nie zauważył... Trudno - będę musiała kupować ją u obcych ;)

Kajal z Tajlandii - bardzo trwały, matowy, wydajny i tylko pachnie nieciekawie - bardzo ziołowo.


Czas na usta - tu jestem minimalistką i odkąd sklep, w którym kupowałam smakowite błyszczyki - Cupcake - został zamknięty - nie mogę w polskiej sieci znaleźć miejsca, które oferowałoby podobnie duży wybór - Smackersów, Lotta Luv, Lip Lites.

Poniższe cuda przywiezione są zza oceanu. Carmex u nas jest - czy mamy witaminowego "sticka" nie mam pojęcia; To bardzo przydatne cudo - można stosować nie tylko na usta, ale i pod oczy :)


 Myślałam, że to już koniec...ale moja skleroza dała o sobie znać! Przypomniałam sobie, że zapomniałam o tuszu do rzęs. Zdjęcie nie jest potrzebne - wszyscy kojarzą zielono-różowe opakowanie Maybelline Great Lash;  Gdyby ktoś zechciał obejrzeć zdjęcia - proszę bardzo - są TU.

Jestem ciekawa,jak często robicie kosmetyczną aktualizację?

Miłej nocy!

wtorek, 19 lutego 2013

W KOLEJCE DO RECENZJI

Wygląda na to, że mój powrót na blog jest pod znakiem Azji :) 

Robiąc zakupy w Polsce korzystałam z oferty skelpu helfy.pl, następnie znalazłam godnego polecenia sprzedawcę, który ma bogaty asortyment i niższe ceny.


WKRÓTCE NA BLOGU

Maski do twarzy: Amir's Ubtan, Hesh Skin Life, Ayur Sandal

 

Szampony do włosów: Neem i Shikakai





Opiszę również ajurwedyjskie pasty do zębów Dabur oraz proszek do dziąseł i zębów Vicco Vajradanti.
 Proszek jest naładowany ziołami i działa cuda!



środa, 13 lutego 2013

Na blogu Sanktuarium Piękna rozdanie BB kremów!

Do rozdania próby i miniatury BB -
 Skin79, Skinfood, Lioele, Missha, Dr Jart+,Etude House i Mizon oraz Immys 

Sanktuarium Piękna 
 http://sanctuaryofbeauty.blogspot.com/2013/02/rozdaje-my-bb-creamy.html


Skinfood Ancient Rice Cream i Yam Double Care Fluid Spf17 PA+++



Dawno, dawno temu TUTAJ obiecałam recenzje moich wymarzonych kosmetyków, które miałam przyjemność stosować dzięki znajomym z Tajlandii. Czas wywiązać się z danej obietnicy - lepiej późno niż wcale ;)

Ancient Rice Cream 

Od producenta - krem z aktywnymi składnikami z trzech ekstraktów pozyskiwanych z ryżu o właściwościach nawilżających i ujędrniających. Starożytna legenda głosi, że w starożytnej Korei, rodzinie królewskiej serwowano trzy, cenne gatunki ryżu; Ryż czerwony, czarny i zielony, które w zależności od koloru dostarczają wyjątkowych składników, co pozytywnie wpływa na wygląd skóry;Ryż czerwony-bogaty w polifenole, czyli przeciwutleniacze.Ryż zielony-zawiera chlorofil o działaniu przeciwzapalnym.Ryż czarny-z antocyjanami-czerwono-niebieskimi barwnikami roślinnymi pełniącymi funkcje antyutleniaczy; Antocyjany wzmacniają naczynia krwionośne i hamują rozpad kolagenu-spowodowany promieniowaniem UV.

Moja ocena
Krem ma bajkowe opakowanie; Jest owinięty w woreczek - wygląda, jak przeniesiony w czasie; Nie dziwi więc jego nazwa. Słoiczek jest dość ciężki - na złotej zakrętce pokrytej brokatem widoczny jest hologram. Opakowanie kremu nie odbiega od wszystkich, które kryją wysoko półkowe smarowidła. 



Delikatny zapach kremu przypomina mi deser ryżowy, który jadłam w tajskiej restauracji w Antwerpii - ryż, brązowy cukier, śmietana i czerwona fasola.
Konsystencja kremu jest bardzo przyjemna - nie jest zbyt ciężki, dobrze rozprowadza się go na skórze. Nie wchłania się natychmiast; Jeśli planujecie tuż po nałożeniu kosmetyku zrobić makijaż - możecie być rozczarowane; Ja muszę odczekać  minimum 10 minut - ponieważ bardzo lubię stosować ten krem pod minerały. 




Krem jest treściwy; Dla posiadaczek tłustych cer może okazać się zbyt ciężki. Te z Was, które mają cerę suchą krem będzie idealny.
Ancient Rice Cream doskonale sprawdza się w zimowe dni i jako krem na noc oraz pod makijaż.
To świetny kosmetyk nawilżający, odżywiający i wygładzający skórę. Po dłuższym stosowaniu widać efekty - warto więc mieć go na półce.




Yam Double Care Fluid SPF17 PA+++




Od producenta -kosmetyk łączy cechy toniku, emulsji i kremu. Przeznaczony jest do cery suchej, wiotkiej. Zawiera fitohormony w postaci ekstraktu z Pochrzynu, które wspomagają procesy metaboliczne w komórkach skóry. Fluid chroni skórę przed promieniowaniem UVA i UVB i jednocześnie działa rozjaśniająco.

Składniki aktywne: OCTINOXATE 4.0%, AVOBENZONE 1.5%, ENSULIZOLE 1.0%
Pozostałe składniki:
WATER, DIISOPROPYL SEBACATE, ALCOHOL DENAT., POLYGLYCERYL-3 METHYLGLUCOSE DISTEARATE, PHENETHYL BENZOATE, ARBUTIN, 4-METHYLBENZYLIDENE CAMPHOR, DIMETHICONE, 1,2-HEXANEDIOL, SODIUM HYDROXIDE, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, CARBOMER, DISODIUM EDTA, DIOSCOREA JAPONICA ROOT EXTRACT, XANTHAN GUM,
TOCOPHERYL ACETATE, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, PHENOXYETHANOL, METHYLPARABEN, BUTYLPARABEN, FRAGRANCE




Moja ocena
  
Zostańmy przy nazwie fluid;
W pięknej, dość ciężkiej butelce z pompką kryje się 140 ml tego kosmetyku. Zapach podobny do opisywanego wyżej kremu - ale jakby z dodatkiem wody kolońskiej.

Letni towarzysz
Biorąc pod uwagę jego przeznaczenie - kosmetyk do twarzy - jest dość rzadki; Dobrze się wchłania i ku mojemu zaskoczeniu nie ma potrzeby nakładać dodatkowego kremu.
Fluid stosuję tylko w ciepłe pory roku - odradzam stosowanie go zimą. Niewątpliwie rozjaśnia - ale obawiam się, że cery suche może dodatkowo wysuszyć.
Idealnym rozwiązaniem jest stosowanie go tylko w dzień - przy założeniu, ze po powrocie do domu zmyjemy go i nałożymy coś bardziej... pielęgnującego. 

Nie jest to kosmetyk, który stosuję regularnie, podoba mi się opakowanie, zapach, działanie rozjaśniające, ale mogłabym się bez niego obejść ;)


Pamiętam wizażowy szał na azjatyckie kosmetyki - w tym Skinfood - jestem ciekawa, czy  po takim czasie  któraś z Was jest im wierna?






poniedziałek, 11 lutego 2013

ODROBINA EGZOTYKI W KOSMETYKACH


 Podczas ostatniej wyprawy do Belgii, w poszukiwaniu owoców Azji trafiłam na sklep pełen skarbów; Oprócz warzyw i owoców, których nie mogłabym nazwać - masa przypraw, słoików z marynowanymi warzywami, herbaty o wspaniałym aromacie, oleje spożywcze i kosmetyczne, a nawet dywany. Po zapełnieniu koszyka produktami spożywczymi zatrzymałam się na dłuższą chwilę przed półką z kosmetykami i zdecydowałam, że kupię kilka kremów, o których nigdy nie słyszałam. 


Zaczynam od kremu, który ma przedziwną konsystencję -  
FAIZA BEAUTY CREAM



To krem wyprodukowany w Pakistanie - jego zadania to walka z przebarwieniami, wypryskami, zmarszczkami, ma usuwać cienie pod oczami, zmniejszać rozszerzone pory, usuwać zaczerwienienia, odmładzać skórę i przywracać jej równomierny kolor. Producent zaleca stosowanie kremu na dzień i na noc.

Krem pachnie bardzo przyjemnie - odrobinę pudrowo i ma konsystencję pasty cynkowej - jednak chwilę po nałożeniu na skórę poddaje się i wygodnie się rozprowadza; Nie jest to krem, który wchłonie się natychmiast, jak typowy nawilżacz - wydaje się ciężki i tępy -i tuż po nałożeniu mamy wrażenie, że na pewno wysuszy skórę - jednak to mylne odczucia; Pierwsza aplikacja była - tak wtedy myślałam - ostatnią; Rankiem następnego dnia obudziłam się z niezwykle miękką i gładką skórą twarzy - oczywiście przebarwienia i drobne zmarszczki nie poddały się - ale skórę można opisać, jako bardzo wypoczętą i sprężystą. 



Ten kosmetyk zajmuje stałe miejsce na mojej egzotycznej półce - gdzie królują kosmetyki z Indii, Tajlandii i Pakistanu. 

Trudno mi to ocenić - ale mam wrażenie, że osobom skłonnym do zapychania wystarczy jedna aplikacja kremu - na noc.

Niestety nigdzie nie mogę znaleźć jego składu - na stronach dystrybutorów zapewniają, że kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach, nie zawiera parabenów-

"Faiza Cream & Soap does not contains controversial ingredients like Parabens, Sulfates, Synthetic Fragrances and Dyes, Petrochemicals, PEGs or Aluminum salts. Your health is important to us. No testing is done on animals."

Jestem skłonna w to uwierzyć - ponieważ Azjaci cenią sobie naturalną pielęgnację - w większości kosmetyków występują zioła i brak większości tego, co w naszych kremach nam przeszkadza.

Faiza to krem bardzo wydajny i tani - kosztuje 3 Euro. 

Krem oceniam bardzo dobrze i z czystym sumieniem polecam.




Kolejna zagadka, którą przywiozłam

SEVEN HERBAL UBTAN

 W wielkim skrócie o Ubtan można powiedzieć, iż jest to starożytna, ajurwedyjska mikrodermabrazja; Jest to kosmetyk silnie złuszczający - ale przede wszystkim jest to lek wśród kosmetyków; Ma udowodnione działanie przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, antybakteryjne, tonujące i działa podobnie do antyperspirantów. Jednocześnie pełni funkcje oczyszczającą, pobudzającą krążenie, tonującą, wygładzającą. Ubtan usuwa martwe komórki skóry i powoduje szybsze namnażanie nowych. Stosowany regularnie odnosi sukcesy w walce ze zmarszczkami, przebarwieniami, problemami skórnymi; Działa na  drobne blizny i rozszerzone pory.

W Indiach wierzy się, że jest to jeden z najdłużej istniejących kosmetyków; Ubtan oznacza "mieszankę różnych proszków, które oczyszczają skórę". W starożytnych Indiach proszek Ubtan pełnił ważną rolę i przepisywany był przez medyków, by ochraniać, odżywiać i upiększać skórę. Z czasem Ubtan zajął ważne miejsce w tradycji ślubnej - jako część przedślubnych obrzędów panny młodej i jej świadkowych; Do dziś w Indiach przed ślubem - przy użyciu Ubtan wykonuje się masaż ciała panny młodej i pana młodego - na znak usunięcia starego życia i przygotowania do nowego.

Jest wiele rodzajów Ubtan - w zależności od rodzaju cery i miejsca, na które chcemy Ubtan nakładać; Jednocześnie jest wiele sposobów na stosowanie jednego rodzaju proszku.

Niewątpliwie najwięcej zalet ma Ubtan przygotowany w domu; Niestety my, Europejczycy nie dysponujemy wszystkimi składnikami...

Głównymi składnikami Ubtan są proszek z drzewa sandałowego i szafran - który ma silne działanie pobudzające krążenie, rozjaśniające, przywracające zdrowy koloryt cerze. Bogaty w oleosomy szafran wspaniale odżywia i ujędrnia.

W zależności od rodzaju cery i od miejsca, na które nakładamy Ubtan - możemy go mieszać z maceratami, olejami, rozdrobnionymi, świeżymi owocami i warzywami.

Ubtan może być jednocześnie  pastą oczyszczającą skórę, jak i maseczką - nie trzeba wobec tego specjalnie przygotowywać skóry przed jego użyciem.

Zalecany sposób użycia: po przygotowaniu pasty - a w moim przypadku po wyciśnięciu jej z tuby - nakładamy Ubtan na twarz (choć warto pamiętać, że mogą być to wszystkie części ciała) - kilka minut masujemy twarz i zostawiamy - od 3 - 30 minut.

To najlepsza maska, jaką do tej pory stosowałam - twarz wygląda, jak po kilkugodzinnym zabiegu pielęgnacyjnym przeprowadzonym przez kosmetologa - oczyszczona, jasna, gładka! Piękny, ziołowy zapach sprawia, że czujemy się, jak w SPA. 

Polecam wszystkim - to wspaniały, naturalny, bogaty w ziołowe składniki kosmetyk.

Cena 4,50 Euro.


Dałam się nabrać
Aichun beauty WHITENING CREAM WITH VITAMIN C



Rozczarowanie roku - za 5 Euro -  ale to kara za sklerozę; Z wrażenia nie przeczytałam składu.

Producent kremu zapewnia, że krem zawiera witaminę C, która rozjaśni  przebarwienia; Filtry UVA i UVB mają chronić skórę przed słońcem. Krem mamy stosować dwa razy dziennie,a po dwóch tygodniach skóra powinna rozjaśnić się, jak na zdjęciu z opakowania...

Konsystencja kremu jest puszysta  i wodnista - to bardziej lotion; Wydawałoby się, że dość szybko się wchłonie - i tu  pojawia się pierwszy problem - nakładam krem - a on wyślizguje mi się spod palców... i mimo tego, że czuję jego wodnistość - za nic nie chce wniknąć w skórę; Po "upchnięciu" go w twarz - mam uczucie niezwykłej gładkości, które po kilkunastu minutach zmienia się w tępą powłokę, która uniemożliwia nałożenie minerałów... Nawet jeśli uda się wykonać makijaż - wygląda on sztucznie i tworzy maskę. 

Krem doskonale nadaje się do skóry dłoni i tam też w moim przypadku zostanie.

Skład kosmetyku:
purified water, titanium dioxide, glycerine bp, witchazel extract, propylene glycol, mineral oil, milk extract, mulberry extract, Aloe Vera Gel, cetyl alcohol, vitamin e, green tea, lactic acid, methylparaben, propylparben , parfum.

 
Widzicie gdzieś witaminę C??? 

...i między innymi dlatego nie polecam. 

Kolejna pozycja ajurwedyjska 
FAIR & LOVELY AYURVEDIC CARE - Clear fairness for sensitive skin



To krem, którego używam od niedawna - dlatego jeszcze nie wystawię opinii; W kilku zdaniach opiszę to, co udało mi się do tej pory ustalić :)
Krem, który jest produkowany i ma być sprzedawany tylko w Indiach - jednak przedostał się do Europy.
Kosztuje 6,50 Euro. 
Kosmetyk opiera się na założeniach ajurwedy i zawiera szesnaście ziół, które mają przywracać równowagę skórze i działać rozjaśniająco. ja wybrałam wersję przeznaczoną do skóry wrażliwej.

Krem zawiera zioła o następującym działaniu:

Lodhra - rozjasnia skórę, usuwa podrażnienia
Khaas - wygładza, uspokaja skórę
Neelotpal - odżywia i upiększa skórę
Manjishtha - usuwa przebarwienia i plamy
Kesar (Szafran) - pobudza krążenie, ujednolica kolor skóry
Padmak - działa ściągająco, ujednolica kolor skóry
Bargad - rozjaśnia
Wheat Germ Oil - rozjaśnia, wygładza
Zapach kremu jest wspaniały - kwiaty, zioła i jeszcze raz kwiaty. 
Dobrze się rozprowadza - chociaż musimy się spieszyć, bo dość szybko tworzy lekki, matowy film na powierzchni skóry; Nie przeszkadza to jednak w makijażu. 
Krem nie zapycha - to pewne; Stosowałam go dopiero kilka dni - ale widzę, że nie może być stosowany, jako nawilżacz - dba o skórę, ale widocznie działania wybielającego nie da się połączyć z silnym działaniem nawilżającym - a tego teraz potrzebuję - ponieważ stosuję kwas migdałowy.




Pełną recenzję tego kremu na pewno zamieszczę - muszę zaobserwować, jak działa stosowany przez dłuższy czas.


Czas na doskonały kosmetyk oczyszczający skórę - kupiony w Polskim sklepie internetowym

VICCO TURMERIC FACE WASH 


Skład: Water, Stearic Acid, Turmeric, Sorbitol, Perfume, Sodium Methylparaben.

 Jest to krem do mycia twarzy z kurkumą. Bardzo dobrze radzi sobie z usuwaniem zanieczyszczeń; 
Myję nim twarz dwukrotnie - za drugim razem usuwam go ściereczką z mikrofibry.
Krem jest bardzo wydajny - jeśli użyjecie go zbyt dużo - będzie problem z usunięciem go z powierzchni skóry. Po umyciu skóry możecie mieć wrażenie ściągnięcia - ale nie ma się czego obawiać kosmetyk nie wysusza.   
Skóra po użyciu tego kosmetyku jest tak czysta, jak przy użyciu metody OCM (metoda czyszczenia olejem).

 Krem oczyszczający VICCO  najbardziej przypadnie do gustu posiadaczkom cer mieszanej i tłustej. Doskonale oczyszcza, wygładza i działa ściągająco. 
 
Kurkuma w kosmetyce jest składnikiem przeciwzapalnym, ma szeroko udokumentowane właściwości przeciwutleniające. Kurkumę stosuje się w walce z egzemą, łuszczycą, trądzikiem; Ponad to kurkuma stosowana jest w kosmetykach, które przyspieszają gojenie się ran, zapobiegają uszkodzeniom wywoływanym przez słońce i przedwczesnemu starzeniu się. 


przepisy na maseczki z kurkumą
 
2 łyżeczki mąki ryżowej
1 łyżeczka kurkumy
3 łyżeczki mleka - lub jogurtu
kilka kropel miodu 

Po wymieszaniu składników nakładamy cienką warstwę maski na twarz i po dwudziestu minutach zmywamy - wykonując przy tym delikatny masaż twarzy. Po wysuszeniu skóry nakładamy krem.

- 1 łyżeczka mleka w proszku
- 1 łyżeczka kurkumy
- 2 łyżeczki wybranego olejku  kosmetycznego

Postępujemy, jak w pierwszym przepisie.

ŻYCZĘ WSZYSTKIM MIŁEGO WIECZORU!